Maja boi się odkurzacza, nakrzyczała na niego. Rano, niedługo po tym jak Piotrek wyszedł do pracy ktoś dzwonił do drzwi, pomyślałam, że to Mężuś, no bo przecież wyszedł dziś wcześniej, a ty suprajs! Komornik! Ale się wystraszyłam, na szczęście okazało się, że pan komornik szuka poprzedniego właściciela. Maja ma kłopoty zasypianiem ostatnio, martwię się, że być może mam za mało pokarmu. Nie mam już pomysłu na te jej płacze. Na uspokojenie link :)
http://www.youtube.com/watch?v=-LVSSa-rQU4&feature=player_embedded
Chyba sobie dziś porysuję :)
piątek, 22 lutego 2013
czwartek, 21 lutego 2013
stópki
Maja śpi, mąż zaraz wraca (o już wrócił) a ja co, siedzę i czytam, o brudnych polakach, o głupich tekstach polskich "hitów", o sztuce w służbie propagandy politycznej, i o "młodych zdolnych" których, jak to się zwykle zdarza, można "wypromować, czyli zrób mi logo to kupię ci jeansy, cytując jednego z internautów w dyskusji o "zaletach bycia grafikiem". Cóż, Maja tymczasem odkryła swoje stopy które z radością ładuje do buzi. Odwiedził nas dziś znajomy; Lupus. Dobrze czasem z kimś pogadać, chociażby o dzieciach, cyckach i antykoncepcji :) Bredzę bez sensu ale tłoczą mi się myśli w głowie i każda chce być w internecie :) Nie wysypiam się przez sny w których sprzeczam się z mamą, Boże... jakie to męczące dla mojego mózgu, bardziej niż przeglądanie nowych postów na fejsbuku ...
środa, 20 lutego 2013
Co w kinie ?
Maja była ze mną wczoraj na wieczornym wysyłaniu lotto :D zlecił mi to zadanie mężuś ukochany, a ja zleciłam koledze, ten jednak nie trafił i postanowiłam zrobić to z Mają. Niestety w trakcie przygotowań do wyjścia zorientowałam się że chusta jest mokra a z wózkiem sama tarabanić się nie będę, za żadne skarby świata. Tak więc Mama w kurtkę Maja w kombinezon (o dziwo nie protestowała ) czapeczkę i szalik i na rączki. W życiu bym nie pomyślała, że tak się jej spodoba; nie wiedziała gdzie oczka podziać tak się jej podobało. Wysłałyśmy Lotka iu wróciłyśmy do domu, i co? 2 minuty nie minęły Maja śpi. Ani jednego dźwięku z siebie nie wydała po tej wycieczce. Niestety po obudzeniu już nie było tak kolorowo, Potworek wrzeszczał tak, że pewnie można go było usłyszeć w centrum Rzeszowa :D nie sądzę żeby sąsiedzi byli szczęśliwi. Na weekend szykuje się kino, kolega nam podarował bilety bo robił kiedyś z tatą promocję w kinie (jego tata ma pizzerię) i dostali chyba 30 darmowych wejściówek :)... na co by tu pójść... :)
Druga sprawa to dziś z rana miałam niezłego facepalma. Zanim urodziłam babcia Piotrka mówiła mi, że małe dzieci to się nie brudzą, bo przecież nie chodzą, niczego nie dotykają. Otóż nie prawda... dzieci tylko czekają, aż rozepniesz pieluchę żeby z błogim uśmiechem cię i się obsikać albo zrobić coś jeszcze bardziej "wytwornego". Wykorzystują każdy ułamek sekundy twojej nieuwagi, żeby "upiększyć" otoczenie. Dziś oberwały nawet moje majtki, nie mówiąc już o Mai która zażółciła kolejne body :/
Pozatym błądząc po internecie znalazłam takie oto coś (dla ludzi o mocnych nerwach :) ) :
http://www.youtube.com/watch?v=6QFwo57WKwg
Druga sprawa to dziś z rana miałam niezłego facepalma. Zanim urodziłam babcia Piotrka mówiła mi, że małe dzieci to się nie brudzą, bo przecież nie chodzą, niczego nie dotykają. Otóż nie prawda... dzieci tylko czekają, aż rozepniesz pieluchę żeby z błogim uśmiechem cię i się obsikać albo zrobić coś jeszcze bardziej "wytwornego". Wykorzystują każdy ułamek sekundy twojej nieuwagi, żeby "upiększyć" otoczenie. Dziś oberwały nawet moje majtki, nie mówiąc już o Mai która zażółciła kolejne body :/
Pozatym błądząc po internecie znalazłam takie oto coś (dla ludzi o mocnych nerwach :) ) :
http://www.youtube.com/watch?v=6QFwo57WKwg
czwartek, 14 lutego 2013
Wiedźmin potrzebny od zaraz
Czasem wypadało by powiedzieć coś więcej, wytłumaczyć swoje zachowanie, ale najczęściej nasze argumenty i tak nie zostały by wysłuchane. Maja dziś obudziła się wyjątkowo wcześnie i od rana płacze, to chyba podobnie jak ja. Nie chodzi o to, że nie dostałam czekoladek "bo walentynki". Chodzi bardziej o to, że już wiem, a co wiem? Że żyję w wirtualnym świecie. Owszem, ale jak tego nie robić, kiedy zostało się wystawionym do wiatru, kiedy wszyscy starzy znajomi są daleko a nowi wolą twoją lepszą połówkę, w wersji bez ciebie i bez latorośli? Przecież przy dziecku nie można palić, nie można krzyczeć. Najłatwiej winowajcę poczęcia zamknąć w domu z dzieckiem, i mieć do niego pretensję za wszystko- za poczęcie za brak pracy, złą opiekę, za niewychodzenie i za wirtualne życie a przede wszystkim o bałagan. Och! Ale nie daj Boże żeby winowajca wypełzł ze swojej plugawej jamy na jakąś imprezę albo do kina ! Wtedy oskarża się go o brak opieki nad dzieckiem, brak odpowiedzialności za czyny i o to, że spłodzi kolejne dziecko. Znajomi tymczasem po obiecują; jutro, pojutrze, we wtorek na weekend, ...przedwiośnie...k**wa ... przedwiośnie... Najlepiej człowieka samego zostawić, żeby sobie zwariował, podsyłać mu tylko owce z siarką na podsycenie ognia. Tylko ta potwora może nie zdążyć wypełznąć ze swej parszywej nory, ze swojego brudnego barłogu, a wtedy wybuch może nastąpić pod naszymi nogami i trzeba liczyć się ze stratami nie tylko w ludziach.
Niczego od nikogo nie chciałam, o nic nie chciałam prosić, wręcz wstydziłam się poprosić, nawet jeśli było mi potrzebne. Dlatego teraz nie będę przepraszać i wstydzić się swojego macierzyństwa. Będę fantastyczną smoczą matką, a moje dziecko będzie cudownie jadowite, uwędzone w oparach jadu sączonego przez tych, dla których i tak co bym nie zrobiła, jest złe. Szkoda tylko, że dopiero teraz wiem, że nie mam dokąd uciekać, żeby tego uniknąć. Tymczasem wy szukajcie wiedźmina, a ja idę go sobie zainstalować, co mi tam :)
Niczego od nikogo nie chciałam, o nic nie chciałam prosić, wręcz wstydziłam się poprosić, nawet jeśli było mi potrzebne. Dlatego teraz nie będę przepraszać i wstydzić się swojego macierzyństwa. Będę fantastyczną smoczą matką, a moje dziecko będzie cudownie jadowite, uwędzone w oparach jadu sączonego przez tych, dla których i tak co bym nie zrobiła, jest złe. Szkoda tylko, że dopiero teraz wiem, że nie mam dokąd uciekać, żeby tego uniknąć. Tymczasem wy szukajcie wiedźmina, a ja idę go sobie zainstalować, co mi tam :)
środa, 13 lutego 2013
Gumka!
Po tygodniu intensywnego szukania gumki do mazania odnalazłam ją zaraz po tym, jak utraciłam chęć do rysowania a przyszła mi wena na co innego, mianowicie znalazłam ją w koralikach. Zrobiłam nowe kolczyki, w tym takie na jakie chorowałam :D winogronkowe. Prezent walentynkowy dla mężulka stoi pod znakiem zapytania, nie mogłam spać przez to w nocy. Cholera z tymi drukarniami... jak bym miała własną drukarnię to bym się nie stresowała...
| winogrona |
| koral |
| van gogh |
sobota, 9 lutego 2013
lecz pamiętaj, naprawdę nie dzieje się nic...
| jak kto chce, to pisać na maila... |
A'propos rękodzieła, mam do sprzedania kolczyki. Zrobiłam i nie noszę, bo nie wychodzę
środa, 6 lutego 2013
o choroba!
| O Mai stopa! |
Myślimy z siostrą nad biznesem koszulkowym ale musimy jeszcze skonsultować to z paroma osobami :) może coś z tego wyjdzie :)
sobota, 2 lutego 2013
ach śpij kochanie...
Maja wczoraj odkryła do czego służy woda w wanience, i krótko mówiąc, mamy przechlapane...dosłownie. Calusieńki stół był mokry, nie wspominając o mnie, o dywanie i o włoskach Mai, ciekawe skąd jej to przyszło do głowy tak z dnia na dzień. Piotrek w nocy poszedł grać w Neuroshimę, więc większość nocy łóżko było tylko moje i z tego nadmiaru szczęścia całą tę większość nocy tylko się obracałam z boku na bok i miałam przemyślenia :) Zanim jednak dojdę do przemyśleń... natknęłam się na kilka(naście) programów z pornosami w telewizji (było już po północy), i stwierdzam, że źle ze mną, bo jedynymi rzeczami jakie zauważyłam był celulit, rozstępy i to, że jedna z aktorek najprawdopodobniej już rodziła... odkryłam wtedy powód mojego "art-block'a"; dopóki nie zaakceptuję swojego obecnego wyglądu, dopóty nic nie narysuję. A wracając do przemyśleń, to miałam je na temat aborcji, tematu tak "cudownego", bo przecież we wszystkich krajach "mlekiem i miodem płynących" aborcja jest legalna. Bo nie ma nic wspanialszego nad machinę do zabijania. I tu nasunął mi się przykład, jakże życiowy; Gitara. Bo otóż gitara potrzebuje strun cały czas, w przeciwnym wypadku drut w jej gryfie przegnie się i już nigdy nie będzie stroić, mąż mi o tym powiedział kiedy byłam u niego na mieszkaniu pierwszy raz i jego gitara spadała nam ciągle na głowy. Czemu taki przykład, już tłumaczę; Kobiety faszerują się "pixami" czyli tabletkami antykoncepcyjnymi, albo mają spirale, obydwie metody antykoncepcji to tak naprawdę częściowo środki wczesnoporonne, i to prawda, temu nikt nie zaprzeczy, bo to jest napisane nawet na ulotce. Ale do rzeczy. Takie kobiety stosują wiele lat taką metodę, bo jest bardzo skuteczna. Zdarza się, że te same kobiety abortują dziecko, a potem nagle wszyscy się dziwią, że taka kobieta zdecyduje się w końcu zostać matką to roni dzieci albo zwyczajnie nie może zajść w ciążę, o co chodzi?! Jak poza tym można uważać zabicie dziecka za coś dopuszczalnego, "płód" ma nóżki, rączki, kręgosłup i serduszko. Najczęściej dowiadujemy się o ciąży nie jak jest ZYGOTĄ, szanowni państwo (p)Oślęta, ale jak jego serce już bije.
Druga sprawa, to in vitro ale może lepiej zacząć od tyłu. Chiny, cudowny wspaniały kraj w którym dzieci abortuje się bo...są dziewczynkami! A można mieć jedno dziecko. Aborcja, in vitro i eksperymenty na "płodach" mają na celu zabawę w Boga; eliminację niechcianych cech, w przypadku chin-płci. Na dodatek, jeśli dobrze się orientuję, to większość ludzi w chinach jest wyzyskiwana, i pracuje za psią dolę, ot cudowny kraj gdzie hoduje się ludzi do pracy. A u nas? Skoro nauczymy się eliminować "zepsute" dzieci, to może zacznijmy sobie oprócz płci wybierać iloraz inteligencji, kolor oczu, najlepiej żeby był wysokim, niebieskookim blondynem o bladym licu, z IQ Einsteina i figurą Apolla?! Nie przypomina Wam to czegoś? Dobrze wszyscy wiedzą, że im bardziej człowiek bawił się w Boga, tym bardziej coś się psuło. Pięknie to zobrazowali twórcy "Fringe'a", polecam, serial bardzo fajny; fantastyka naukowa połączona z kryminałem.
Podsumowując, współdzielone łóżko, nawet z chrapiącym, niechętnym do zbliżeń i odwróconym plecami do Ciebie partnerem, jest zawsze lepsze, niż puste.
Druga sprawa, to in vitro ale może lepiej zacząć od tyłu. Chiny, cudowny wspaniały kraj w którym dzieci abortuje się bo...są dziewczynkami! A można mieć jedno dziecko. Aborcja, in vitro i eksperymenty na "płodach" mają na celu zabawę w Boga; eliminację niechcianych cech, w przypadku chin-płci. Na dodatek, jeśli dobrze się orientuję, to większość ludzi w chinach jest wyzyskiwana, i pracuje za psią dolę, ot cudowny kraj gdzie hoduje się ludzi do pracy. A u nas? Skoro nauczymy się eliminować "zepsute" dzieci, to może zacznijmy sobie oprócz płci wybierać iloraz inteligencji, kolor oczu, najlepiej żeby był wysokim, niebieskookim blondynem o bladym licu, z IQ Einsteina i figurą Apolla?! Nie przypomina Wam to czegoś? Dobrze wszyscy wiedzą, że im bardziej człowiek bawił się w Boga, tym bardziej coś się psuło. Pięknie to zobrazowali twórcy "Fringe'a", polecam, serial bardzo fajny; fantastyka naukowa połączona z kryminałem.
Podsumowując, współdzielone łóżko, nawet z chrapiącym, niechętnym do zbliżeń i odwróconym plecami do Ciebie partnerem, jest zawsze lepsze, niż puste.
piątek, 1 lutego 2013
o wszystkim i niczym
Piotrek jak zwykle wywalił wszystkie ciuchy z szafki jak się rano ubierał, swoją drogą zaspał bo mu budzik nie dzwonił. On te ciuchy wyciąga tak jak ja chusteczki wilgotne; ciągnę za jedną a wypada pięć. Wczoraj przyłapał mnie na pisaniu posta i koniecznie chciał zobaczyć blog, ale najwidoczniej zapomniał bo nic nie mówił :) Maja oglądała z nim potem mecz LoL'a i strasznie się ekscytowała, bardziej nawet niż gumowymi kaczuszkami, ja w tym czasie robiłam pranie i klęłam na tetrową pieluchę która od "balneum" zrobiła się żółta, lepka i nie do uprania (obecnie odmaka w misce z proszkiem) oraz na chustę, która mimo 2 prań nadal nie pachnie tak jak powinna, ale przynajmniej nie śmierdzi. A'propos chust czytałam artykuł, w którym to autorka mówiła, że chusty to temat święty i złego słowa nie można na nie powiedzieć. Owszem chusty zrobiły się popularne,albo innymi słowy powróciły do łask. Sama jakiś czas temu usłyszałam od starszej pani pochlebczy komentarz, na temat tego, że noszę w chuście, oraz, że "nasze matki tak robiły", pani ta miała z pewnością koło 60-70lat. U nas w bloku nie ma windy, poza tym winda na półpiętro mija się z celem. Jak mam się tarabanić po 6 wąskich schodach z kilku-kilowym wózkiem to podziękuję. Dla mnie chusta to świetne rozwiązanie. Spokojnie mogę wyjść na zakupy do pobliskiego sklepu, i nie muszę samotnie szarpać się po "podjazdach" ani między wąskimi półkami, no i ubieranie zajmuje 5 a nie 30 minut.
A w tym linku Maja oglądająca mecz z tatusiem :)
http://www.youtube.com/watch?v=OqDgagF8qb0&list=FLvOG7NHB8XBA7Y6CIBpPkqg&feature=mh_lolz
A w tym linku Maja oglądająca mecz z tatusiem :)
http://www.youtube.com/watch?v=OqDgagF8qb0&list=FLvOG7NHB8XBA7Y6CIBpPkqg&feature=mh_lolz
Subskrybuj:
Posty (Atom)