poniedziałek, 8 kwietnia 2013

new one :)

matko, co internet robi z człowiekiem, żeby o tej porze licytować kieliszki :D


Ale widzę że nie tylko ja nie śpię. Pozdrawiam cię nocny marku :)




wtorek, 2 kwietnia 2013

Sklep!

Założyłam sklep. Pójdę do piekła za te spamy. Maja siada w łóżeczku, a wręcz wstaje na nogi. Trzeba obniżyć żeby nie wypadła, cwaniara mała.
Sklep Internetowy jest tu. Jak ja uwielbiam jak wraca mi wena, ostatnio całkiem dobrze idzie mi rysowanie :)

wtorek, 19 marca 2013

Łuszczyca?

Zauważyłam ostatnio u Mai "ognisko łuszczycowe" na przedramieniu, tak mi się przynajmniej wydaje. Plamkę na 1,5 cm z łuskami martwego naskórka. Mam nadzieję, że to tylko moja paranoja albo alergia na proszek. Trzeba iść do lekarza :(.
Maja została dziś akrobatką :) dobrze, że między naszym a jej łóżeczkiem zawsze są zabawki i zrolowany gruby koc bo mogło być różnie; położyłam ją obok siebie, tak żeby nawet w razie obrotu nie spadła z łóżka. Zamknęłam oczy na 3 minuty, a kiedy je otworzyłam zza łóżka wystawały tylko majtające nóżki. Nawet jednego dźwięku z siebie nie wydała podczas sturliwania. Jak ją wyciągałam to cieszyła się jak polak na widok wódki :D. Dobrze najwyraźniej czasem zmienić perspektywę. Od dziś nie ma leżenia na łóżku rodziców w trakcie zabawy, bo zaczęła rozglądać się za upuszczanymi rzeczami. W dodatku awanturuje się jak zabierze się jej telefon albo pilota. Stwierdziliśmy z Piotrkiem, że kupimy jej zabawkowy telefonik do zabawy :)
Zrobiłam ostatnio kilka nowych "koralikowych", odstresowuje mnie to ... wstawię zdjęcia przed świętami, jak zrobi moja siostrzyczka; całuski dla Ciebie Lakusiu.

poniedziałek, 18 marca 2013

Potrzeba matką wynalazku

Coraz bliżej święta i tak naprawdę to powinnyśmy być już u dziadków, ale mi się tygodnie pomieszały :)
Od czasu jak przegapiłam odbiór nagrody-vouchera do SPA od Nivea, regularnie sprawdzam Maile, i bardzo dobrze bo opublikowali mój mail w "Twoje Dziecko" i Maja dostanie klocki Lego Duplo o takie: Klocki. Opłaca się kombinować. W prawdzie jeszcze nie na teraz te klocki ale później będą jak znalazł (chociażby na pierwsze urodzinki). Kombinuję jak mogę, bo 30-go marca jest moja i Piotrka rocznica ( przez miesiąc nie mogłam sobie przypomnieć czemu mi się wydaje, że 30-go coś ma być ), a on mi dyszy nad karkiem, żebym przypadkiem nie mogła w tajemnicy przed nim wykombinować prezentu a prezentem będą spinki do mankietów od tej pani Fanny & Franz. Wysyłam jej dwa moje mechanizmy. Ale z płaceniem będzie gorzej... trzeba będzie kolegę poprosić, bo Piotrek zaraz mnie na spytki weźmie i się wyda, a potem będzie nieszczęśliwy, że nie było niespodziewajki :D. Całe szczęście o blogu zapomniał, to i nie zaglądnie w ramach dochodzenia.
Wykombinowaliśmy dla Mai "fotelik" tymczasowy. Nasze mieszkanie ma 25 metrów i niestety nie ma miejsca na krzesełko dla maluszka, więc go nie wzięliśmy od dziadków, żeby nie gracić. Ale jak to w życiu bywa, najbardziej potrzeba nam tego, czego akurat nie mamy, i tak przytrafiło się nam. Maja koniecznie chciała siedzieć i patrzeć co się dzieje dookoła, mężuś był zajęty a ja musiałam iść do kuchni bo czajnik wył. Posadziłam więc Maję na fotelu z podusią za plecami a od przodu zablokowałam ją poduszką do karmienia przewiązaną dla bezpieczeństwa chustką. Maja zachwycona, ale trzeba będzie przywieźć prawdziwe krzesełko, bo na dłuższą metę może być różnie :D

niedziela, 10 marca 2013

Wielkie wyjście

wczoraj odwiedziła nas znajoma :) w celach matrymonialnych ją zaprosiłam, bo siedzi tylko w tym Tarnowie, a Rzeszów pełen mężczyzn . Nie chciałam zostać sama w domu więc pojechaliśmy wszyscy na "imprezę" do pizzerii znajomego. Maja była w niebie; nowe miejsce, inni ludzie, jazda autobusem, ja cieszyłam się z wspólnego wyjścia i z tego, że mała tak dobrze to przyjęła. Tylko tatuś chyba się nie cieszył. Cały czas mówił "wracajcie już" i "bo Maja źle się tu czuje". Było mi przykro, bo czułam się jakby po prostu mnie tu nie chciał; miejsce kobiety z dzieckiem jest w domu. A przecież nikomu nie przeszkadzałyśmy. Po powrocie do domu mała usnęła jak aniołek. Koleżanka szczęśliwa, obiecała wpadać częściej, mąż wyimprezowany, Maja miała swoje wielkie wyjście, tylko mi jakoś przykro...

piątek, 22 lutego 2013

Komornik

Maja boi się odkurzacza, nakrzyczała na niego. Rano, niedługo po tym jak Piotrek wyszedł do pracy ktoś dzwonił do drzwi, pomyślałam, że to Mężuś, no bo przecież wyszedł dziś wcześniej, a ty suprajs! Komornik! Ale się wystraszyłam, na szczęście okazało się, że pan komornik szuka poprzedniego właściciela. Maja ma kłopoty zasypianiem ostatnio, martwię się, że być może mam za mało pokarmu. Nie mam już pomysłu na te jej płacze. Na uspokojenie link :)
 http://www.youtube.com/watch?v=-LVSSa-rQU4&feature=player_embedded
Chyba sobie dziś porysuję :)

czwartek, 21 lutego 2013

stópki

Maja śpi, mąż zaraz wraca (o już wrócił) a ja co, siedzę i czytam, o brudnych polakach, o głupich tekstach polskich "hitów", o sztuce w służbie propagandy politycznej, i o "młodych zdolnych" których, jak to się zwykle zdarza, można "wypromować, czyli zrób mi logo to kupię ci jeansy, cytując jednego z internautów w dyskusji o "zaletach bycia grafikiem". Cóż, Maja tymczasem odkryła swoje stopy które z radością ładuje do buzi. Odwiedził nas dziś znajomy; Lupus. Dobrze czasem z kimś pogadać, chociażby o dzieciach, cyckach i antykoncepcji :) Bredzę bez sensu ale tłoczą mi się myśli w głowie i każda chce być w internecie :) Nie wysypiam się przez sny w których sprzeczam się z mamą, Boże... jakie to męczące dla mojego mózgu, bardziej niż przeglądanie nowych postów na fejsbuku ...

środa, 20 lutego 2013

Co w kinie ?

Maja była ze mną wczoraj na wieczornym wysyłaniu lotto :D zlecił mi to zadanie mężuś ukochany, a ja zleciłam koledze, ten jednak nie trafił i postanowiłam zrobić to z Mają. Niestety w trakcie przygotowań do wyjścia zorientowałam się że chusta jest mokra a z wózkiem sama tarabanić się nie będę, za żadne skarby świata. Tak więc Mama w kurtkę Maja w kombinezon (o dziwo nie protestowała ) czapeczkę i szalik i na rączki. W życiu bym nie pomyślała, że tak się jej spodoba; nie wiedziała gdzie oczka podziać tak się jej podobało. Wysłałyśmy Lotka iu wróciłyśmy do domu, i co? 2 minuty nie minęły Maja śpi. Ani jednego dźwięku z siebie nie wydała po tej wycieczce. Niestety po obudzeniu już nie było tak kolorowo, Potworek wrzeszczał tak, że pewnie można go było usłyszeć w centrum Rzeszowa :D nie sądzę żeby sąsiedzi byli szczęśliwi. Na weekend szykuje się kino, kolega nam podarował bilety bo robił kiedyś z tatą promocję w kinie (jego tata ma pizzerię) i dostali chyba 30 darmowych wejściówek :)... na co by tu pójść... :)
Druga sprawa to dziś z rana miałam niezłego facepalma. Zanim urodziłam babcia Piotrka mówiła mi, że małe dzieci to się nie brudzą, bo przecież nie chodzą, niczego nie dotykają. Otóż nie prawda... dzieci tylko czekają, aż rozepniesz pieluchę żeby z błogim uśmiechem cię i się obsikać albo zrobić coś jeszcze bardziej "wytwornego". Wykorzystują każdy ułamek sekundy twojej nieuwagi, żeby "upiększyć" otoczenie. Dziś oberwały nawet moje majtki, nie mówiąc już o Mai która zażółciła kolejne body :/
Pozatym błądząc po internecie znalazłam takie oto coś (dla ludzi o mocnych nerwach :) ) :
http://www.youtube.com/watch?v=6QFwo57WKwg

czwartek, 14 lutego 2013

Wiedźmin potrzebny od zaraz

Czasem wypadało by powiedzieć coś więcej, wytłumaczyć swoje zachowanie, ale najczęściej nasze argumenty i tak nie zostały by wysłuchane. Maja dziś obudziła się wyjątkowo wcześnie i od rana płacze, to chyba podobnie jak ja. Nie chodzi o to, że nie dostałam czekoladek "bo walentynki". Chodzi bardziej o to, że już wiem, a co wiem? Że żyję w wirtualnym świecie. Owszem, ale jak tego nie robić, kiedy zostało się wystawionym do wiatru, kiedy wszyscy starzy znajomi są daleko a nowi wolą twoją lepszą połówkę, w wersji bez ciebie i bez latorośli? Przecież przy dziecku nie można palić, nie można krzyczeć. Najłatwiej winowajcę poczęcia zamknąć w domu z dzieckiem, i mieć do niego pretensję za wszystko- za poczęcie za brak pracy, złą opiekę, za niewychodzenie i za wirtualne życie a przede wszystkim o bałagan. Och! Ale nie daj Boże żeby winowajca wypełzł ze swojej plugawej jamy na jakąś imprezę albo do kina ! Wtedy oskarża się go o brak opieki nad dzieckiem, brak odpowiedzialności za czyny i o to, że spłodzi kolejne dziecko. Znajomi tymczasem po obiecują; jutro, pojutrze, we wtorek na weekend, ...przedwiośnie...k**wa ... przedwiośnie... Najlepiej człowieka samego zostawić, żeby sobie zwariował, podsyłać mu tylko owce z siarką na podsycenie ognia. Tylko ta potwora może nie zdążyć wypełznąć ze swej parszywej nory, ze swojego brudnego barłogu, a wtedy wybuch może nastąpić pod naszymi nogami i trzeba liczyć się ze stratami nie tylko w ludziach.
 Niczego od nikogo nie chciałam, o nic nie chciałam prosić, wręcz wstydziłam się poprosić, nawet jeśli było mi potrzebne. Dlatego teraz nie będę przepraszać i wstydzić się swojego macierzyństwa. Będę fantastyczną smoczą matką, a moje dziecko będzie cudownie jadowite, uwędzone w oparach jadu sączonego przez tych, dla których i tak co bym nie zrobiła, jest złe. Szkoda tylko, że dopiero teraz wiem, że nie mam dokąd uciekać, żeby tego uniknąć. Tymczasem wy szukajcie wiedźmina, a ja idę go sobie zainstalować, co mi tam :)

środa, 13 lutego 2013

Gumka!


 Po tygodniu intensywnego szukania gumki do mazania odnalazłam ją zaraz po tym, jak utraciłam chęć do rysowania a przyszła mi wena na co innego, mianowicie znalazłam ją w koralikach. Zrobiłam nowe kolczyki, w tym takie na jakie chorowałam :D winogronkowe. Prezent walentynkowy dla mężulka stoi pod znakiem zapytania, nie mogłam spać przez to w nocy. Cholera z tymi drukarniami... jak bym miała własną drukarnię to bym się nie stresowała...
winogrona
koral
van gogh

sobota, 9 lutego 2013

lecz pamiętaj, naprawdę nie dzieje się nic...

jak kto chce, to pisać na maila...
No i znów było tak jak zawsze; 2 naprawdę miłe dni  i wczoraj znów wszystko się spieprzyło, począwszy od tego, że usłyszałam co moja mama o mnie sądzi, bo rozmawiałam z siostrą przez Skype, o czym mama nie wiedziała. Szczególnie przykra sprawa, bo wiem, jak mama gardzi hipokrytami i dwulicowymi ludźmi. Boli to, że ludzie mimo tego, że komuna minęła już dawno nadal uważają, że byle gówniane studia są lepsze, niż złodziejskie rzemieślnictwo. Nie rozumiem braku szacunku do pracy czyichś rąk, przecież mama też używa rąk do robienia swetrów czy szalików, chust i rękawiczek i skarży się, że nikt nie szanuje rękodzieła, chyba nigdy tego nie zrozumiem. Dziś rano wybuchłam, bo Piotrek położył mokrą od spodu szklankę na moim rysunku, może i nie wiedział, ale nienawidzę tego, nie można bardziej chamsko pokazać plastykowi/artyście/grafikowi/komukolwiek tej maści, że ma się jego pracę głębiej niż w dupie, no chyba, że mnąc i wyrzucając pracę, albo dając ją dziecku do zniszczenia ( chyba że to jest stolik :) ). Mógł nie wiedzieć, ale oberwał za wszystko, za moją matkę, za moją szkołę, za to, że nikt nie szanuje rękodzieła, że jestem sama w domu. Za to też, że uważa się mnie za zero, bo opieka nad dzieckiem nie ma wartości dla co poniektórych. "Oddaj dziecko do żłobka, idź zap***dalać w kopalni", bo dziecko należy porzucić, aby "spełniać" się w pracy :/ chore... Dla rozwoju dziecka najważniejsze są 3 pierwsze lata rozwoju. Feminizm wymyślił szowinista, bo tylko wredna szowinistyczna wiewiórka mogła sprawić, że rzesze kobiet myślą, że 8 godzin nudnej, głupiej i bezsensownej pracy, to spełnianie się jako kobieta, a macierzyństwo to szczyt poniżenia się... śmiech na sali, puste krzesła
A'propos rękodzieła, mam do sprzedania kolczyki. Zrobiłam i nie noszę, bo nie wychodzę

środa, 6 lutego 2013

o choroba!

O Mai stopa!
szaleństwo.. przedwczoraj a może to było wczoraj... o 3 w nocy Maja dostała gorączki 39,2 i dzwoniliśmy po pogotowie, a teraz zaczyna brać i mnie choróbsko, tylko Piotrek zdrowy :| . Okres mi się spóźnia i wystraszyłam się, że znów zaciążyłam, mimo, że ostatni raz przytulaliśmy się ponad 3 tygodnie temu jak brałam tabletki żeby mi się cykl uregulował, bo choroba, jeszcze mi się połóg nie skończyła a ja już okresu dostałam i co 2 tygodnie miałam. Maja właśnie po raz pierwszy złapała swoje stópki !! a wracając do tematu. Zrobiłam wczoraj w nocy test i wyszedł negatywny więc szczęśliwa przyszłam do Piotrka i mówię mu  że nie ma dzidziusia a on zrobił smutne kocie oczy, wywinął pieroga i mówi smutnym głosem "to nie będzie dzidziusia?". Po prostu mnie zatkało... on chciał znów mnie zaciążować i to bliźniakami.
 Myślimy z siostrą nad biznesem koszulkowym ale musimy jeszcze skonsultować to z paroma osobami :) może coś z tego wyjdzie :)

sobota, 2 lutego 2013

ach śpij kochanie...

Maja wczoraj odkryła do czego służy woda w wanience, i krótko mówiąc, mamy przechlapane...dosłownie. Calusieńki stół był mokry, nie wspominając o mnie, o dywanie i o włoskach Mai, ciekawe skąd jej to przyszło do głowy tak z dnia na dzień. Piotrek w nocy poszedł grać w Neuroshimę, więc większość nocy łóżko było tylko moje i z tego nadmiaru szczęścia całą tę większość nocy tylko się obracałam z boku na bok i miałam przemyślenia :) Zanim jednak dojdę do przemyśleń... natknęłam się na kilka(naście) programów z pornosami w telewizji (było już po północy), i stwierdzam, że źle ze mną, bo jedynymi rzeczami jakie zauważyłam był celulit, rozstępy i to, że jedna z aktorek najprawdopodobniej już rodziła... odkryłam wtedy powód mojego "art-block'a"; dopóki nie zaakceptuję swojego obecnego wyglądu, dopóty nic nie narysuję. A wracając do przemyśleń, to miałam je na temat aborcji, tematu tak "cudownego", bo przecież we wszystkich krajach "mlekiem i miodem płynących" aborcja jest legalna. Bo nie ma nic wspanialszego nad machinę do zabijania. I tu nasunął mi się przykład, jakże życiowy; Gitara. Bo otóż gitara potrzebuje strun cały czas, w przeciwnym wypadku drut w jej gryfie przegnie się i już nigdy nie będzie stroić, mąż mi o tym powiedział kiedy byłam u niego na mieszkaniu pierwszy raz i jego gitara spadała nam ciągle na głowy. Czemu taki przykład, już tłumaczę; Kobiety faszerują się "pixami" czyli tabletkami antykoncepcyjnymi, albo mają spirale, obydwie metody antykoncepcji to tak naprawdę częściowo środki wczesnoporonne, i to prawda, temu nikt nie zaprzeczy, bo to jest napisane nawet na ulotce. Ale do rzeczy. Takie kobiety stosują wiele lat taką metodę, bo jest bardzo skuteczna. Zdarza się, że te same kobiety abortują dziecko, a potem nagle wszyscy się dziwią, że taka kobieta zdecyduje się w końcu zostać matką to roni dzieci albo zwyczajnie nie może zajść w ciążę, o co chodzi?! Jak poza tym można uważać zabicie dziecka za coś dopuszczalnego, "płód" ma nóżki, rączki, kręgosłup i serduszko. Najczęściej dowiadujemy się o ciąży nie jak jest ZYGOTĄ, szanowni państwo (p)Oślęta, ale jak jego serce już bije.
Druga sprawa, to in vitro ale może lepiej zacząć od tyłu. Chiny, cudowny wspaniały kraj w którym dzieci abortuje się bo...są dziewczynkami! A można mieć jedno dziecko. Aborcja, in vitro i eksperymenty na "płodach" mają na celu zabawę w Boga; eliminację niechcianych cech, w przypadku chin-płci. Na dodatek, jeśli dobrze się orientuję, to większość ludzi w chinach jest wyzyskiwana, i pracuje za psią dolę, ot cudowny kraj gdzie hoduje się ludzi do pracy. A u nas? Skoro nauczymy się eliminować "zepsute" dzieci, to może zacznijmy sobie oprócz płci wybierać iloraz inteligencji, kolor oczu, najlepiej żeby był wysokim, niebieskookim blondynem o bladym licu, z IQ Einsteina i figurą Apolla?! Nie przypomina Wam to czegoś? Dobrze wszyscy wiedzą, że im bardziej człowiek bawił się w Boga, tym bardziej coś się psuło. Pięknie to zobrazowali twórcy "Fringe'a", polecam, serial bardzo fajny; fantastyka naukowa połączona z kryminałem.
Podsumowując, współdzielone łóżko, nawet z chrapiącym, niechętnym do zbliżeń i odwróconym plecami do Ciebie partnerem, jest zawsze lepsze, niż puste.

piątek, 1 lutego 2013

o wszystkim i niczym

Piotrek jak zwykle wywalił wszystkie ciuchy z szafki jak się rano ubierał, swoją drogą zaspał bo mu budzik nie dzwonił. On te ciuchy wyciąga tak jak ja chusteczki wilgotne; ciągnę za jedną a wypada pięć. Wczoraj przyłapał mnie na pisaniu posta i koniecznie chciał zobaczyć blog, ale najwidoczniej zapomniał bo nic nie mówił :) Maja oglądała z nim potem mecz LoL'a i strasznie się ekscytowała, bardziej nawet niż gumowymi kaczuszkami, ja w tym czasie robiłam pranie i klęłam na tetrową pieluchę która od "balneum" zrobiła się żółta, lepka i nie do uprania (obecnie odmaka w misce z proszkiem) oraz na chustę, która mimo 2 prań nadal nie pachnie tak jak powinna, ale przynajmniej nie śmierdzi. A'propos chust czytałam artykuł, w którym to autorka mówiła, że chusty to temat święty i złego słowa nie można na nie powiedzieć. Owszem chusty zrobiły się popularne,albo innymi słowy powróciły do łask. Sama jakiś czas temu usłyszałam od starszej pani pochlebczy komentarz, na temat tego, że noszę w chuście, oraz, że "nasze matki tak robiły", pani ta miała z pewnością koło 60-70lat. U nas w bloku nie ma windy, poza tym winda na półpiętro mija się z celem. Jak mam się tarabanić po 6 wąskich schodach z kilku-kilowym wózkiem to podziękuję. Dla mnie chusta to świetne rozwiązanie. Spokojnie mogę wyjść na zakupy do pobliskiego sklepu, i nie muszę samotnie szarpać się po "podjazdach" ani między wąskimi półkami, no i ubieranie zajmuje 5 a nie 30 minut.
A w tym linku Maja oglądająca mecz z tatusiem :)
http://www.youtube.com/watch?v=OqDgagF8qb0&list=FLvOG7NHB8XBA7Y6CIBpPkqg&feature=mh_lolz

czwartek, 31 stycznia 2013

Leń

Gdyby Piotrek wiedział, że dziś prawie cały dzień spałyśmy, to by się pewnie obraził :) Prawda jest taka, że w każdym z nas tkwi głęboko zakorzeniony leń. Tylko dzieci jakąś taką niezwykłą energię posiadają, jakby chciały zająć więcej miejsca niż obecnie zajmują, a wraz z osiągnięciem dojrzałości płciowej (a co za tym idzie ostatecznego wzrostu) nagle gdzieś wyparowuje cała ta energia, im więcej nam jej potrzeba tym mniej jej mamy. Maja zaczyna mnie niesamowicie wkurzać krztuszeniem się; przy prawej piersi wszystko jest ok a przy lewej drapie mnie, piszczy, gryzie, szarpie i szczypie. Czasem tak mi krew wrze, że muszę ją odłożyć i wyjść z pokoju, żeby się uspokoić. Najgorsze, jeśli w tym samym czasie córka sąsiadów też jest nie w humorze i odczynia te typowo dziecięce fochy "NIEBONIE ŁAAAAA!!!"... jakiego ja mam wtedy nerwa. Jak moja młodsza o 4 lata siostra tak zaczynała robić to zawsze dostawała ode mnie po tyłku i był spokój. Ja nie wiem co ja zrobię jak Maja będzie tak robić jak będzie miała 5 czy 6 lat. Mam tylko nadzieje, że po prostu się tego nie nauczy. Problem w tym, że zwykle dzieci z przedszkola przynoszą takie paskudne nawyki jak wybrzydzanie przy stole, fochy i brzydkie słowa...niestety.

środa, 30 stycznia 2013

Nocne rzeczy

Maja dzisiaj odprawiała cuda w nocy. W ogóle nie chciała usnąć a jak już usnęła to na pół godzinki i od nowa nie spała, ale! O dziwo nic się nie złościła, nie krzyczała, no chyba, że dotknęłam jej szczepionki. Ja za to nie mogłam spać, bo wystartowałam w konkursie na nadruk koszulkowy, i ścigam się właśnie z napisem, i cholera mnie bierze bo on ma ponad 260 "lajków" a ja tylko 170. Swoją drogą internet jest naprawdę niesamowity; ludzie stworzyli zbiorowy mózg, w internecie nie ma rzeczy niemożliwych. W realnym świecie nigdy nie uzbierała bym w 12 godzin tyle głosów. Rysunek jest wprawdzie "roznegliżowany" ale niesprawiedliwym jest sądzić, że kobieta, w dodatku matka małej dziewczynki, nie może tak rysować. Mam prawo do erotyzmu i do seksownej bielizny tak samo, jak każda kobieta, nie tylko wolne i nie tylko bezdzietne kobiety mogą sobie pozwolić na takie rzeczy, w końcu mam tylko 20 lat, trzeba korzystać póki jest się młodym i pięknym :). Chociaż w zasadzie nadal wstydzę się kiedy mąż na mnie patrzy, piersi to akurat nie problem bo jakoś nie przejęłam się specjalnie ich wystawianiem, nikt się chyba zbytnio nie podnieca dzieckiem u piersi. Natomiast nie jestem dumna z całej reszty. Rozstępy z bioder nie chcą zejść, brzuch jeszcze nie sklęsł (a koleżance to zszedł się już po 2 miesiącach od porodu) chociaż i tak już jest lepiej niż miesiąc temu,a w sumie od porodu minęło już prawie 4 miesiące. Najbardziej jednak wstydzę się miejsc typowo "porodowych", blizna po pęknięciu jest dla mnie nie do przeżycia, chociaż de facto wcale jej nie widać :). Jestem chyba zbyt niecierpliwa ...

wtorek, 29 stycznia 2013

Smok smoczek cumelek

Dziś byliśmy z Mają na szczepieniu. Dobrze, że nie popłakaliśmy się tam wszyscy troje. W przychodni zwróciłam uwagę, że wszystkie dzieci mają smoczki, nawet duża dziewczynka, taka już gadająca i chodząca też mamlała smoczka. Czyżbyśmy tylko my wpadli na pomysł, że oduczanie od smoczka będzie upierdliwe?... Przecież jak dziecku załaduje się cumla od razu po jedzeniu, cały dzień mamla coś w buzi, to kiedy ono ma sobie pogadać, popiszczeć tak jak nasz Delfinek ? Rozumiem jeszcze jak ktoś ma dwoje dzieci jedno po drugim i raz jedno wrzeszczy raz drugie, ale w innym przypadku chyba było by mi smutno gdybym nie nasłuchała się pisków i gulgotania w ciągu dnia. U nas smoczek jest absolutną ostatecznością, w przypadku, kiedy zostawiamy Maję komuś pod opieką jak wychodzimy na "randki" raz na 2 tygodnie, wygrałam tę bitwę z moją mamą i smoczka nie daję, leży gdzieś, nigdy nie wiem gdzie, a Maja jakoś się nie upomina...

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Na początek

Jakoś tak mi przyszło do głowy założyć bloga, bo jak mój mąż stwierdził; " na facebooka wchodzi się popatrzeć na pierdoły, a nie dowiadywać się ważnych informacji". No cóż, całkiem prawdziwe, w przypadku faceta który na fejsa wchodzi raz w miesiącu, żeby sprawdzić, co żona wrzuciła mu na tablicę... Natomiast ja wolałabym sobie trochę popisać, bo mało mam okazji do używania słów. Tak więc pisać będę o tym co mi przyjdzie do głowy, bo inaczej nie umiem. Może pochwalę się rysunkami, może wrzucę zdjęcie ultradźwiękowej Majusi z jej Tatą, albo zwyczajnie popiszę sobie o niczym ;) a na początek.... póki Delfinek śpi poexpię w LoL'a, żeby Piotrek dostał punkty. W życiu trzeba się wyluzować przecież :)