Piotrek jak zwykle wywalił wszystkie ciuchy z szafki jak się rano ubierał, swoją drogą zaspał bo mu budzik nie dzwonił. On te ciuchy wyciąga tak jak ja chusteczki wilgotne; ciągnę za jedną a wypada pięć. Wczoraj przyłapał mnie na pisaniu posta i koniecznie chciał zobaczyć blog, ale najwidoczniej zapomniał bo nic nie mówił :) Maja oglądała z nim potem mecz LoL'a i strasznie się ekscytowała, bardziej nawet niż gumowymi kaczuszkami, ja w tym czasie robiłam pranie i klęłam na tetrową pieluchę która od "balneum" zrobiła się żółta, lepka i nie do uprania (obecnie odmaka w misce z proszkiem) oraz na chustę, która mimo 2 prań nadal nie pachnie tak jak powinna, ale przynajmniej nie śmierdzi. A'propos chust czytałam artykuł, w którym to autorka mówiła, że chusty to temat święty i złego słowa nie można na nie powiedzieć. Owszem chusty zrobiły się popularne,albo innymi słowy powróciły do łask. Sama jakiś czas temu usłyszałam od starszej pani pochlebczy komentarz, na temat tego, że noszę w chuście, oraz, że "nasze matki tak robiły", pani ta miała z pewnością koło 60-70lat. U nas w bloku nie ma windy, poza tym winda na półpiętro mija się z celem. Jak mam się tarabanić po 6 wąskich schodach z kilku-kilowym wózkiem to podziękuję. Dla mnie chusta to świetne rozwiązanie. Spokojnie mogę wyjść na zakupy do pobliskiego sklepu, i nie muszę samotnie szarpać się po "podjazdach" ani między wąskimi półkami, no i ubieranie zajmuje 5 a nie 30 minut.
A w tym linku Maja oglądająca mecz z tatusiem :)
http://www.youtube.com/watch?v=OqDgagF8qb0&list=FLvOG7NHB8XBA7Y6CIBpPkqg&feature=mh_lolz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz