Maja była ze mną wczoraj na wieczornym wysyłaniu lotto :D zlecił mi to zadanie mężuś ukochany, a ja zleciłam koledze, ten jednak nie trafił i postanowiłam zrobić to z Mają. Niestety w trakcie przygotowań do wyjścia zorientowałam się że chusta jest mokra a z wózkiem sama tarabanić się nie będę, za żadne skarby świata. Tak więc Mama w kurtkę Maja w kombinezon (o dziwo nie protestowała ) czapeczkę i szalik i na rączki. W życiu bym nie pomyślała, że tak się jej spodoba; nie wiedziała gdzie oczka podziać tak się jej podobało. Wysłałyśmy Lotka iu wróciłyśmy do domu, i co? 2 minuty nie minęły Maja śpi. Ani jednego dźwięku z siebie nie wydała po tej wycieczce. Niestety po obudzeniu już nie było tak kolorowo, Potworek wrzeszczał tak, że pewnie można go było usłyszeć w centrum Rzeszowa :D nie sądzę żeby sąsiedzi byli szczęśliwi. Na weekend szykuje się kino, kolega nam podarował bilety bo robił kiedyś z tatą promocję w kinie (jego tata ma pizzerię) i dostali chyba 30 darmowych wejściówek :)... na co by tu pójść... :)
Druga sprawa to dziś z rana miałam niezłego facepalma. Zanim urodziłam babcia Piotrka mówiła mi, że małe dzieci to się nie brudzą, bo przecież nie chodzą, niczego nie dotykają. Otóż nie prawda... dzieci tylko czekają, aż rozepniesz pieluchę żeby z błogim uśmiechem cię i się obsikać albo zrobić coś jeszcze bardziej "wytwornego". Wykorzystują każdy ułamek sekundy twojej nieuwagi, żeby "upiększyć" otoczenie. Dziś oberwały nawet moje majtki, nie mówiąc już o Mai która zażółciła kolejne body :/
Pozatym błądząc po internecie znalazłam takie oto coś (dla ludzi o mocnych nerwach :) ) :
http://www.youtube.com/watch?v=6QFwo57WKwg
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz